Moda, zbieractwo i stare cyfrówki
zabawkowe i stare aparaty cyfrowe są znów modne - ale czy tej modzie należy ulegać?
Cześć. W dziejszym wydaniu archiwum Internetu znów piszę o zbieractwie, tym razem o aparatach cyfrowych i modzie z tym związanej. Nie jest to pierwszy raz i pewnie nie ostatni, bo zbieractwo dotyczy nie tylko przedmiotów fizycznych… ale o tym innym razem.
Miłego czytania! :-)
Pisząc o konsumpcjoniźmie kultury offline wspominałem już o całym segmencie rynku używanych iPodów i innych odtwarzaczy MP3, które w ostatnim czasie drastycznie podrożały. Cena, jak można się domyśleć, nie bierze się z wyjątkowych właściwości, jest to moda i próba wyrwania się z życia on-line. Przeciętny telefon będzie bardziej funkcjonalny.
Dziś piszę o zbieractwie fotograficznym ale w kategoriach modowych. Bo choć mamy z zawodowch fotografów i zawodowych kierowców wyścigowych to stanowią oni niewielki ułamek użytkowników aparatów i samochodów. Zwykły użytkownik ma więc inne potrzeby, inaczej patrzy na sprzęt i co gorsza może stać się kolekcjonerem.
Co może kolekcjonować heteroseksualny mężczyzna
U kolekcjonerów, jak sama nazwa wskazuje, chodzi o kolekcjonowanie. Gdyby chodziło o utylitarną wartość produktów to fora o zegarkach byłyby puste, w końcu kosztujący 90 zł Casio jest równie dokładny (jeśli nie dokładniejszy) co kosztujący 1 000 000 zł Patek Philippe.
Zresztą temat zegarków i aparatów być może nie jest bardzo odległy, ponieważ to ta działka mody, która nie kwestionuje seksualności przeciętnego mężczyzny. Tak, aparaty są pewnego rodzaju totemem i biżuterią, ozdobą i zabawką - podobnie jak w przypadku winyli i aut. To są przedmioty, które zwykle kierowane są do mężczyzn i ich zbieranie nie wywołuje społecznego dyskomfortu.
O ile jednak w klasycznym podejściu zbieraczowi powinno zależeć na gromadzeniu cennych egzemplarzy (drogich, unikalnych, ładnie wykonanych i z pięknych materiałów) to moda na lata dwutysięczne sprawiła, że pojawiła się cała generacja kolekcjonerów (różnego wieku i płci), którzy zbierają przedmioty o teoretycznie niskiej jakości.
Kochany kicz, kochana tandeta
Moda na stare aparaty cyfrowe z logicznego punktu widzenia nie ma sensu. Kolekcjonerzy analogowych aparatów fotograficznych mogą tłumaczyć się „duszą” na zdjęciach i lepszą rozpiętością tonalną, kolekcjonerzy współczesnych aparatów chwalą się parametrami technicznymi. W przypadku starych cyfowych małpek, możemy mówić tylko i wyłącznie o spadku jakości robionych zdjęć. Teoretycznie.
Kolekcjonerzy słabych aparatów cyfrowych, mówią piszą że właśnie chodzi o tę niską jakość, która oddaje atmosferę i ducha czasów sprzed 20 lat. Zdjęcia nie muszą być piękne, mogą być rozpikselowane, mogą mieć dziwne kolory wynikające z niedoskonałej technologii. Nie chodzi więc o wartość mierzoną w sposób obiektywny a o emocje i skojarzenia jakie wywołują zdjęcia robione tym sprzętem. I wbrew pozorom to argumentacja bardzo bliska zbieraczom starych aparatów, audiofilów i innych kolekjonerów. Nie chodzi o efekt końcowy lecz drogę przez jaką przechodzimy.
Patrząc na to z tej perspektywy nie umiem tego przesadnie krytykować. Fajnie pobawic się starym aparatem analogowym, cyfrówką, gramofonem i iPodem. Jest w tym wszystkim jeszcze jeden mały element, który jest równie ważny w przypadku telefonów i sporej ilości gadżetów. Możemy zaobserwować zmęczenie wpływem minimalistycznego, spokojnego i neutralnego wzornictwa. Działy projektowe przygotowujące wygląd starych sprzętów elektronicznych miały więcej swobody i więcej fantazji. Sprzęty sprzed 20 lat nie zawsze były piękne ale z pewnością spora część była jakaś. Dziś większość domowych gadżetów straciła ten radosny element, w którym projektanci eksperymentowali z formą (nawet jeśli im to zupełnie nie wychodziło).
Kodaka (oraz chińskie) sidła
Pojawiło się ssanie na rynku na stare aparaty cyfrowe więc sprzedawcy podwyższyli ceny. Pojawiła się też luka, która została wykorzystana przez biznes. Kodak oraz niezliczone ilości sprzedawców na chińskich platformach sprzedażowych oferują tzw. toycamy. Aparaty, które mają często dziwny kształt (np. szminki), są niewielkie a niska jakość zdjęć jest ich dodatkową zaletą.


W zamyśle poważne fotografowanie ma zastąpić bezdtroska radość z cykania, która jest spowodowana ich bezpretensjonalną formą i sposobem działania. Czasami nie mają wyświetlacza, mieszczą kilka zdjęć i naprawdę z technicznego punktu widzenia - są powrotem do aparatów umieszczanych w starych Nokiach. Co więcej niektórzy drukują zdjęcia za pomocą specjalnych drukarek termicznych, które znów, nie cechują się wysoką jakością i wykorzystują papier taki jak do paragonów. Albo drukują zdjęcia wprost na paragonach.

I znów jesteśmy w tym samym miejscu
Tysiące dyskusji na temat tego, która toycamera jest najlepsza i dlaczego. Jak robić fajne zdjęcia zabawkowym Kodakiem? Recenzje jutuberów fotograficznych recenzujących zabawki - wszystko zmienia się w całe tysiące znaków, które zamiast ukierunkować na robieniu czegoś dotyczą posiadania.
Dlatego staram się od jakiegoś czasu trzymać dyscyplinę, nie wpadać w kolekcjonerstwo i zbieractwo, nie daje ono zadowolenia a dziesiątkami zgromadzonych aparatów nie robi się więcej zdjęć niż jednym. I zamiast kupować zabawkowy aparacik zacznę od robienia większej ilości zdjęć telefonem, te i tak będą w stylu retro - tylko za 20 lat.
Dziękuję za czytanie archiwum Internetu.
Zapisz się i otrzymuj kolejne wydania e-mailem. :-)
Jeśli tekst Ci się spodobał udostępnij go dalej. Dziękuję!





Teraz to ja bym chciała taki toycam 😍